Tatar + Rachab = BT 1
Lisek + Mateusz = BT 2
Bernard - naczelnik melanżu
Ponieważ pierwszy raz w życiu brałam udział w strzelance, po kilku milsimach i pomniejszych grach, czułam się jak na balu debiutantek - niby wszystko wiadomo, ale...
1. Obrona bunkra: JS wyłazi do przodu przed bunkier, kiedy Ryśki podchodzą ładnie zrywamy, potem bronimy się już przy bunkrze, potem ranni, zamieszanie, ginie Bernard, ja dochodzę do wniosku, że wojna jest bez sensu, podnoszę jeszcze kilku rannych i ginę od snajpera. Bernard odbiera mi medykowanie
2. Atak na bunkier - realizujemy rewelacyjny plan Bernarda, który polegał na wysłaniu strzelców wyborowych z jednej strony a reszty szturmiaków z drugiej. Wpadamy w rewelacyjną + 1 zasadzkę Ryśków, praktycznie wszyscy ranni lub nie żyją, medyk podnosi kogo się da (zuch chłopak), wycofanie, przegrupowanie, atak bezpośrednio na bunkier, po drodze ginę od kulki na granicy zasięgu (snajper?).
3. Walka o bunkier - najpierw gubimy punkt, z którego mieliśmy ruszyć
4. Walka o flagi - JS robi to, co lubi najbardziej, czyli daleki rajd na tyły wroga, podchodzimy ich na 20-30 m (panowie niech skorygują, nie jestem pewna), misja samobójcza, na nasze 4 karabiny odpowiada 20, zasypują nas kulkami. Jestem już bardzo zmęczona. Tym razem przynajmniej nie ginę od snajpera.
Podsumowując:
plusy:
liczny i nieprzewidywalny OPFOR-u;
możliwość przetestowania broni;
minusy:
alternatywa: albo działamy w naszej malej grupie i liczymy się z konsekwencjami dużej przewagi liczebnej wroga albo działamy jako całość i nie ćwiczymy tego, co powinniśmy;
Subiektywnie jak dla mnie jeszcze plusem w stosunku do milsimów jest to, że mogę iść siusiu nez buddego i bez broni, minusem, że za nic nie umiem zrozumieć, po co ludzie przychodzą na takie strzelanki i nie mam za bardzo motywacji innej niż trening.
Do przedyskutowania sprawa walki ze snajperami - jeden z kolegów Hamburgerów złowiwszy jednym uchem naszą wewnętrzna rozmowę rzucił uwagę, ze dobry 3 sec. rush załatwiłby snajpera. No nie wiem, ja takiego zrobić nie umiem, żeby czekający na mnie snajper z dobrym zasięgiem, którego w dodatku nie zlokalizowałam, dał się ubić szturmiakom? ASG to nie wojsko, jasne, ale historia pokazuje, że snajpera najskuteczniej ubić w pojedynku snajperów... No nie wiem.
Nooo i 3 tygodnie siedzenia po 10 - 12 godz. za biurkiem - rany, jakie mam dziś zakwasy... Normalnie kluska się zrobiłam. Leniwa.
