[TRENING OBOWIĄZKOWY] 2012-07-08 Rembertów
Hej,
No i jak wrażenia?
Od siebie powiem tyle, że 16 osób to naprawdę jest dużo. Ogarnąć to wszystko na radiu - czułem się jak w centrali telefonicznej - czasem utrudniało mi to komunikację werbalną face-to-face - za irytację przepraszam 
Po raz kolejny się sprawdza, że przy takiej liczbie osób i manewrach w tej liczbie, radio to podstawa. Nie wyobrażam sobie innej sytuacji. Popatrzcie co się stało, gdy padła mi bateria w radiu. Cały oddział stop, ja latałem w poszukiwaniach ludzi, narobiłem hałasu, opóźniłem cały marsz, nikt nie wiedział co się dzieje. Zwykła rutyna patrolowa poszła w rozsypkę. A to tylko patrol! Aż boję się pomyśleć, co by się stało podczas manewrów...
Radio, radio i jeszcze raz radio. Przy tej liczebności i chęci zrobienia czegokolwiek - no nie ma bata bez radia.
Kto nie miał radia, myślę, że tracił 50% kilamtu i 90% orientacji co się dzieje.
Dlatego, uważam, żeby do obowiązkowego wyposażenia munduru i repliki należy dorzucić obowiązek radia.
Dyscyplinę na radiu oceniam na bardzo dobrą. Jasne rzeczowe komunikaty, potwierdzenia wykonania, osiągnięcia celu, generalnie nie było boordelu.
Rutyna patrolowa - dobra - czasem zdarzały się zbieraninki w kupę, ale już po zabezpieczeniu terenu. Odstepy dobre, sektory dobre.
Maskowanie - jak się zorientowaliście - było ważne. Przed wymarszem nie było czasu na instruktaż, więc niedociągnięcia w malowaniu pomijam
Z tego co widziałem to generalnie chodzi o to, aby tej farby nakładać więcej, pokrywać oczodoły, nos, usta, małżowiny uszne, kości policzkowe, brodę, szczękę pasami zielonymi, pomiędzy nimi pasy brązowe, w puste miejsca czarne (opcjonalnie), a ostatnie poprawki zieloną.
Całość "makijażu" ma zgrywać się z mundurem i resztą oporządzenia, aby nie było zbytniego kontrastu - np. Jasna czapka i ciemny mazak - od razu wrażenie, jakby czapka się świeciła. Sushi, ta Twoja czapka jest jakaś magiczna, niby kolor ok, powinna się maskować, a ją jako jedyną widać z odległości. Wyglądało to tak jakby sama czapka biegała sobie po lesie
Lima i zulu - bez większych zastrzeżeń. Postawa wzorowa - brawo chłopaki! Jedynie to zastanawiam się nad Zulu - dlaczego były takie straty podczas kontaktu z 2 osobami. Były wprawdzie nieźle ukryte, ale wszyscy od Was dostali. Chyba nie były zachowane odpowiednie odległości? Pomyślcie co można byłoby zrobić, aby tego uniknąć w przyszłości. Sami wiecie chyba najlepiej
Lima czekała 50 metrów od bunkra i nie atakowała, bo Mati mi mówił na radiu, że 3 KMy siekają nie da rady sie ruszyć.
Dzięki za przybycie gościom - Żołnierzowi - wrażenie jak najbardziej pozytywne, Przemo i Mateusz - jeszcze trochę brakuje inicjatywy, ale zrobi się z Was szwejów
Podsumowując Wolfram zawinął się 30 minut przed naszym rajdem na bunkier, ale tak naprawdę nie o to mi chodziło.
Kluczem było tutaj zbadanie, jak wyjdzie skradanie się i maskowanie oraz obserwacja z ukrycia. Sami chyba mieliście sytuacje, potwierdzające, że nie było źle. Tam chyba ktoś mówił, że prawie ktoś po nim przeszedł. Kręciliśmy się po terenie niezauważeni, ludzie przechodzili 5, 10 metrów i nic, a akcji z dwoma grzybiarzami nie przebije nic, 2 metry i o!. Rachab mówiła, że tam jeszcze był pies, kóry nas nie wywąchał. Pewnie pierdoła, a nie pies, ale zawsze coś
Generalnie zlokalizowaliśmy cel niezauważeni i to się liczy najbardziej. Były rozstawione 2 drużyny do ataku z 2 stron, czekające na sygnał. Super.
Dodatkowym treningiem było wcielenie Aniołów w prawdziwy trening po raz pierwszy.
Moje osobiste odczucia:
- punkt opatrywania rannych powinien być jednak nieco bliżej.
- warto rozważyć misje CSAR'owskie jako stałe. W tym sensie, że lecicie na ratunek po rannych do zabezpieczonego przez Cienie terenu (rozstawiłem yankee na drodze przemarszu, mając cały czas "pod kontrolą" sytuację przy bunkrze, gdzie było centrum wydarzeń), Cienie niosą rannego, a Anioły wokół rannych doglądają stan przez cały czas do momentu osiągnięcia CCP i ewakuacji.
Pomysły, idee?
Jednak zauważyłem, że po kontakcie i dowiedzeniu się, że cel sobie poszedł, atmosfera siadła. Zbiliśmy się w kupę. Ciężko już było utworzyć obronę okrężną, głośniej się gadało, itp. Na simie nie możemy tak...
Wasze pomysły, + i -
No i jak wrażenia?
Po raz kolejny się sprawdza, że przy takiej liczbie osób i manewrach w tej liczbie, radio to podstawa. Nie wyobrażam sobie innej sytuacji. Popatrzcie co się stało, gdy padła mi bateria w radiu. Cały oddział stop, ja latałem w poszukiwaniach ludzi, narobiłem hałasu, opóźniłem cały marsz, nikt nie wiedział co się dzieje. Zwykła rutyna patrolowa poszła w rozsypkę. A to tylko patrol! Aż boję się pomyśleć, co by się stało podczas manewrów...
Radio, radio i jeszcze raz radio. Przy tej liczebności i chęci zrobienia czegokolwiek - no nie ma bata bez radia.
Kto nie miał radia, myślę, że tracił 50% kilamtu i 90% orientacji co się dzieje.
Dlatego, uważam, żeby do obowiązkowego wyposażenia munduru i repliki należy dorzucić obowiązek radia.
Dyscyplinę na radiu oceniam na bardzo dobrą. Jasne rzeczowe komunikaty, potwierdzenia wykonania, osiągnięcia celu, generalnie nie było boordelu.
Rutyna patrolowa - dobra - czasem zdarzały się zbieraninki w kupę, ale już po zabezpieczeniu terenu. Odstepy dobre, sektory dobre.
Maskowanie - jak się zorientowaliście - było ważne. Przed wymarszem nie było czasu na instruktaż, więc niedociągnięcia w malowaniu pomijam
Całość "makijażu" ma zgrywać się z mundurem i resztą oporządzenia, aby nie było zbytniego kontrastu - np. Jasna czapka i ciemny mazak - od razu wrażenie, jakby czapka się świeciła. Sushi, ta Twoja czapka jest jakaś magiczna, niby kolor ok, powinna się maskować, a ją jako jedyną widać z odległości. Wyglądało to tak jakby sama czapka biegała sobie po lesie
Lima i zulu - bez większych zastrzeżeń. Postawa wzorowa - brawo chłopaki! Jedynie to zastanawiam się nad Zulu - dlaczego były takie straty podczas kontaktu z 2 osobami. Były wprawdzie nieźle ukryte, ale wszyscy od Was dostali. Chyba nie były zachowane odpowiednie odległości? Pomyślcie co można byłoby zrobić, aby tego uniknąć w przyszłości. Sami wiecie chyba najlepiej
Lima czekała 50 metrów od bunkra i nie atakowała, bo Mati mi mówił na radiu, że 3 KMy siekają nie da rady sie ruszyć.
Dzięki za przybycie gościom - Żołnierzowi - wrażenie jak najbardziej pozytywne, Przemo i Mateusz - jeszcze trochę brakuje inicjatywy, ale zrobi się z Was szwejów
Podsumowując Wolfram zawinął się 30 minut przed naszym rajdem na bunkier, ale tak naprawdę nie o to mi chodziło.
Kluczem było tutaj zbadanie, jak wyjdzie skradanie się i maskowanie oraz obserwacja z ukrycia. Sami chyba mieliście sytuacje, potwierdzające, że nie było źle. Tam chyba ktoś mówił, że prawie ktoś po nim przeszedł. Kręciliśmy się po terenie niezauważeni, ludzie przechodzili 5, 10 metrów i nic, a akcji z dwoma grzybiarzami nie przebije nic, 2 metry i o!. Rachab mówiła, że tam jeszcze był pies, kóry nas nie wywąchał. Pewnie pierdoła, a nie pies, ale zawsze coś
Generalnie zlokalizowaliśmy cel niezauważeni i to się liczy najbardziej. Były rozstawione 2 drużyny do ataku z 2 stron, czekające na sygnał. Super.
Dodatkowym treningiem było wcielenie Aniołów w prawdziwy trening po raz pierwszy.
Moje osobiste odczucia:
- punkt opatrywania rannych powinien być jednak nieco bliżej.
- warto rozważyć misje CSAR'owskie jako stałe. W tym sensie, że lecicie na ratunek po rannych do zabezpieczonego przez Cienie terenu (rozstawiłem yankee na drodze przemarszu, mając cały czas "pod kontrolą" sytuację przy bunkrze, gdzie było centrum wydarzeń), Cienie niosą rannego, a Anioły wokół rannych doglądają stan przez cały czas do momentu osiągnięcia CCP i ewakuacji.
Pomysły, idee?
Jednak zauważyłem, że po kontakcie i dowiedzeniu się, że cel sobie poszedł, atmosfera siadła. Zbiliśmy się w kupę. Ciężko już było utworzyć obronę okrężną, głośniej się gadało, itp. Na simie nie możemy tak...
Wasze pomysły, + i -


