Strona 1 z 2

[TRENING OBOWIĄZKOWY] 2012-07-08 Rembertów

PostWysłany: 09 Lip 2012, 11:13
przez InseCt
Hej,

No i jak wrażenia? :D Od siebie powiem tyle, że 16 osób to naprawdę jest dużo. Ogarnąć to wszystko na radiu - czułem się jak w centrali telefonicznej - czasem utrudniało mi to komunikację werbalną face-to-face - za irytację przepraszam ;)
Po raz kolejny się sprawdza, że przy takiej liczbie osób i manewrach w tej liczbie, radio to podstawa. Nie wyobrażam sobie innej sytuacji. Popatrzcie co się stało, gdy padła mi bateria w radiu. Cały oddział stop, ja latałem w poszukiwaniach ludzi, narobiłem hałasu, opóźniłem cały marsz, nikt nie wiedział co się dzieje. Zwykła rutyna patrolowa poszła w rozsypkę. A to tylko patrol! Aż boję się pomyśleć, co by się stało podczas manewrów...
Radio, radio i jeszcze raz radio. Przy tej liczebności i chęci zrobienia czegokolwiek - no nie ma bata bez radia.
Kto nie miał radia, myślę, że tracił 50% kilamtu i 90% orientacji co się dzieje.
Dlatego, uważam, żeby do obowiązkowego wyposażenia munduru i repliki należy dorzucić obowiązek radia.
Dyscyplinę na radiu oceniam na bardzo dobrą. Jasne rzeczowe komunikaty, potwierdzenia wykonania, osiągnięcia celu, generalnie nie było boordelu.
Rutyna patrolowa - dobra - czasem zdarzały się zbieraninki w kupę, ale już po zabezpieczeniu terenu. Odstepy dobre, sektory dobre.
Maskowanie - jak się zorientowaliście - było ważne. Przed wymarszem nie było czasu na instruktaż, więc niedociągnięcia w malowaniu pomijam ;) Z tego co widziałem to generalnie chodzi o to, aby tej farby nakładać więcej, pokrywać oczodoły, nos, usta, małżowiny uszne, kości policzkowe, brodę, szczękę pasami zielonymi, pomiędzy nimi pasy brązowe, w puste miejsca czarne (opcjonalnie), a ostatnie poprawki zieloną.
Całość "makijażu" ma zgrywać się z mundurem i resztą oporządzenia, aby nie było zbytniego kontrastu - np. Jasna czapka i ciemny mazak - od razu wrażenie, jakby czapka się świeciła. Sushi, ta Twoja czapka jest jakaś magiczna, niby kolor ok, powinna się maskować, a ją jako jedyną widać z odległości. Wyglądało to tak jakby sama czapka biegała sobie po lesie :P
Lima i zulu - bez większych zastrzeżeń. Postawa wzorowa - brawo chłopaki! Jedynie to zastanawiam się nad Zulu - dlaczego były takie straty podczas kontaktu z 2 osobami. Były wprawdzie nieźle ukryte, ale wszyscy od Was dostali. Chyba nie były zachowane odpowiednie odległości? Pomyślcie co można byłoby zrobić, aby tego uniknąć w przyszłości. Sami wiecie chyba najlepiej ;)
Lima czekała 50 metrów od bunkra i nie atakowała, bo Mati mi mówił na radiu, że 3 KMy siekają nie da rady sie ruszyć.
Dzięki za przybycie gościom - Żołnierzowi - wrażenie jak najbardziej pozytywne, Przemo i Mateusz - jeszcze trochę brakuje inicjatywy, ale zrobi się z Was szwejów ;)
Podsumowując Wolfram zawinął się 30 minut przed naszym rajdem na bunkier, ale tak naprawdę nie o to mi chodziło.
Kluczem było tutaj zbadanie, jak wyjdzie skradanie się i maskowanie oraz obserwacja z ukrycia. Sami chyba mieliście sytuacje, potwierdzające, że nie było źle. Tam chyba ktoś mówił, że prawie ktoś po nim przeszedł. Kręciliśmy się po terenie niezauważeni, ludzie przechodzili 5, 10 metrów i nic, a akcji z dwoma grzybiarzami nie przebije nic, 2 metry i o!. Rachab mówiła, że tam jeszcze był pies, kóry nas nie wywąchał. Pewnie pierdoła, a nie pies, ale zawsze coś :P
Generalnie zlokalizowaliśmy cel niezauważeni i to się liczy najbardziej. Były rozstawione 2 drużyny do ataku z 2 stron, czekające na sygnał. Super.
Dodatkowym treningiem było wcielenie Aniołów w prawdziwy trening po raz pierwszy.
Moje osobiste odczucia:
- punkt opatrywania rannych powinien być jednak nieco bliżej.
- warto rozważyć misje CSAR'owskie jako stałe. W tym sensie, że lecicie na ratunek po rannych do zabezpieczonego przez Cienie terenu (rozstawiłem yankee na drodze przemarszu, mając cały czas "pod kontrolą" sytuację przy bunkrze, gdzie było centrum wydarzeń), Cienie niosą rannego, a Anioły wokół rannych doglądają stan przez cały czas do momentu osiągnięcia CCP i ewakuacji.
Pomysły, idee?

Jednak zauważyłem, że po kontakcie i dowiedzeniu się, że cel sobie poszedł, atmosfera siadła. Zbiliśmy się w kupę. Ciężko już było utworzyć obronę okrężną, głośniej się gadało, itp. Na simie nie możemy tak...

Wasze pomysły, + i -

Re: [TRENING OBOWIĄZKOWY] 2012-07-08 Rembertów

PostWysłany: 09 Lip 2012, 13:16
przez Bernard
InseCt napisał(a):Dlatego, uważam, żeby do obowiązkowego wyposażenia munduru i repliki należy dorzucić obowiązek radia.

22.02.12 - http://asgw.pl/ogloszenia-par/js2305-ci ... ml#p156507
Poza tym dążymy do jak najlepszej komunikacji w drużynie, czego efektem jest standaryzacja łączności radiowej,
Wymagania:
- mundur i ogół wyposażenia w kamuflażu multicam i pochodnych
- repliki zasilane z magazynków stanag (m4/m16)
- środki łączności radiowej współdziałające z aparatami NavComm

1. Anioły za daleko - 15 minut to czas, kiedy wzw się wykrwawia, myślałem, że Anioły mają się trzymać blisko nas aby uniknąć koniecnzości posiadania medyka w każdym FT, i że będą iść za główną grupą, a nie zostawać kilometr z tyłu.
2. Słaby kamuflaż (zero zielska na głowie)
3. Po raz kolejny plany nie pokryły się z realiami - na przyszłość trzeba od razu założyć, że te wszystkie kilometry będziemy iść dłużej
4. Trzeba było czekać na Yankee (i Anioły) - tak dalekie zostawanie z tyłu opóźniało grupę. FT Insecta i Anioły powinny być bliżej w czasie wysłania na patrol Zulu i Limy.
5. Wyruszyliśmy w teren bez mapy i kompasu w każdym FT - nie muszę przypominać jak to się skończyło
6. Snajper w składzie FT jest nieprzydatny - no, może oprócz posiadanej lunety.
7. Odstęp między Zulu a Yankee był zbyt duży - skutkowało to ryzykiem FF i utrudniało wzajemne krycie/oflankowanie wroga. Fireteamy po prostu straciły kontakt wzrokowy. Czasem to nic nie szkodzi (jak na Leśniakowiźnie w pierwszym kontakcie z BMP), a czasem jest klops jak tutaj.
8. Za mało agresywności w Zulu w trakcie kontaktu z opforem - co prawda opfor był zamaskowany, ale jednak więcej strzelania w kierunku źródła ognia spowodowałoby na pewno błędy po jego stronie.
9. Pechowe ciągnięcie kart w Zulu- każdy z nas za pierwszym razem wyciągnął: KIA, KIA, WZW i RC

Re: [TRENING OBOWIĄZKOWY] 2012-07-08 Rembertów

PostWysłany: 09 Lip 2012, 13:22
przez Rachab
Tak na szybko - wzw się wykrwawia, bo mu buddy nie założył stazy, bez względu na to, gdzie i czy są medycy zatamowanie krwotoku to obowiązek buddego/innego żywego towarzysza broni. Medycy nigdy nie są na tyle blisko, żeby to zrobić, oni idą po już ustabilizowanego rannego a nie dopiero go ustabilizować.

Kto z rannych został zatamowany przez swojego buddego?

Re: [TRENING OBOWIĄZKOWY] 2012-07-08 Rembertów

PostWysłany: 09 Lip 2012, 15:55
przez Sushi
Poza zupełnym FUCKUPEM nawigacyjnym z mojej winy za który biorę całkowitą odpowiedzialność, odleglosc sekcji zabezpieczenia od grupy operacyjnej była imo dobra (nie idealna, dobra). Oceniam ją na prawie(!) maksymalny dystans jaki powinien nas dzielić.

Naszmy zadaniem jako grupy wsparcia i zabezpieczenia medycznego jest:

1. Zabezpieczanie punktu ORV a zarazem gniazda rannych w który w razie niemca Cienie mogą zrywać I DONOSIC RANNYCH.
2. Opieka medyczna i logistyczna całości patrolu podczas marszu
3. Udzielanie pomocy rannym USTABILIZOWANYM (za co odpowiada live saver). - Naszym zadaniem wtedy jest dotarcie do rannych (tu wspomniany fuckup) i postawienie ich na nogi w miarę możliwości. Chodzi o to, żeby sekcja szturmowa nie musiała się zatrzymywać. Live saver/buddy zakłada tylko rannemu staze i Cienie nacierają dalej, zostawiając nieszczęśnika aż go znajdziemy. EW. Cienie donoszą cięzej rannych do CCP - jesli jest taka możliwość i CCP jest blisko.

OCZYWISCIE jesli jest to WYMAGANE i decyduje o tym specyfika misji Anioly poruszają się z Cieniami stanowiąć ich zabezpieczenie tylne. Ale ORV (Objective Rally Point - nie mylić z RV - Randevous Point) jest klasycznym SOPem przy większościw ykonywanych zadań i jeśli rozkaz operacyjny nie stanowi inaczej działa się właśniej według SOP

Re: [TRENING OBOWIĄZKOWY] 2012-07-08 Rembertów

PostWysłany: 09 Lip 2012, 18:58
przez Bernard
Poniższy post proszę traktować jako mój głos w dyskusji na temat kształtu jednostki Aniołów. Nie ma on na celu obrażanie ani kwestionowanie niczyich umiejętności

Sushi napisał(a):Poza zupełnym FUCKUPEM nawigacyjnym z mojej winy za który biorę całkowitą odpowiedzialność...

Tak, tylko ten fuckup pokazał m.in. to. że jednostka może się zgubić nawet w teoretycznie znanym sobie terenie. Nie tylko Sushi był w Aniołach, ale też m.in. Rachab, która szła tamtędy na Operacji "Proryw" i Danesz, który nie raz się na MŁ strzelał. Tak więc pomimo faktu, że teren powinien być znany ogółowi, to i tak doszło do 2 godzinnej zguby.
Sushi napisał(a):odleglosc sekcji zabezpieczenia od grupy operacyjnej była imo dobra (nie idealna, dobra). Oceniam ją na prawie(!) maksymalny dystans jaki powinien nas dzielić.

Odległość (zmierzona na geoportalu) to było ok 850m. Noszenie na taką odległość np. 3 rannych może się okazać koszmarem. Moim zdaniem nie powinna przekraczać 250m, ale o tym zaraz.
Sushi napisał(a):Naszym zadaniem jako grupy wsparcia i zabezpieczenia medycznego jest:
1. Zabezpieczanie punktu ORV a zarazem gniazda rannych w który w razie niemca Cienie mogą zrywać I DONOSIC RANNYCH.
...co może być trudne w sytuacji, gdy ORV jest 850 metrów od rannych, donoszenie takiego WZW ze szpejem może zabić ekipę bardziej niż kontakt z przeciwnikiem. Pamiętajcie co było na Leśniakowiźnie, gdy trzeba było przenieść 5 rannych na 30 metrów. 3 Godzina milsimu, a wtedy nie było nawet gorąco...
Sushi napisał(a):3. Udzielanie pomocy rannym USTABILIZOWANYM (za co odpowiada live saver). - Naszym zadaniem wtedy jest dotarcie do rannych (tu wspomniany fuckup) i postawienie ich na nogi w miarę możliwości. Chodzi o to, żeby sekcja szturmowa nie musiała się zatrzymywać. Live saver/buddy zakłada tylko rannemu staze i Cienie nacierają dalej, zostawiając nieszczęśnika aż go znajdziemy. EW. Cienie donoszą cięzej rannych do CCP - jesli jest taka możliwość i CCP jest blisko.
OCZYWISCIE jesli jest to WYMAGANE i decyduje o tym specyfika misji Anioly poruszają się z Cieniami stanowiąć ich zabezpieczenie tylne. Ale ORV (Objective Rally Point - nie mylić z RV - Randevous Point) jest klasycznym SOPem przy większościw ykonywanych zadań i jeśli rozkaz operacyjny nie stanowi inaczej działa się właśniej według SOP

Odpowiem na podstawie przykładów:
WARIANT I
Godz.14, 22 godzina milsimu: JS Cienie idą w kierunku przechwycenia ładunku. 850 metrów od celu zostawiają Anioły, aby te zrobiły ORV i same ruszają dalej. Przy przechwyceniu następuje kontakt, przeciwnik pobity, ale jest 2 RC i dwóch WZW. Wszyscy zostają zastazowani, ale bez pomocy designated medyka RC nie mogą się ruszać. Dowódca może:
a) kazać zanieść rannych do ORV (załóżmy, że wyjściowo Cienie to 12 osób i 2 nosze), mamy więc 8 zdrowych noszących na dwie zmiany 4 rannych. Takie przenosiny trwałyby ponad godzinę i wymęczyłyby na amen resztę ekipy(a przy rannych najlepiej jest kogoś zostawić)
b) kazać przyjść Aniołom ogarnąć rannych. Tylko, że od pozostawienia Aniołów w ORV minęło sporo czasu, nie wiadomo kto jest na tych 850 metrach pomiędzy nimi, a jeden FT to za mało by na milsimie (gdzie jeżdżą ludzie ekipami) dać komuś odpór. Nie mówiąc o tym, że Anioły mogą w nieznanym sobie terenie nie wiedzieć którędy poszły Cienie, a nakierowane przez radio mogą wpaść na opfor. Mówiąc już o tym, że mogą być FF przez straż tylną Aniołów

WARIANT II
Godz.14, 22 godzina milsimu: JS Cienie idą w kierunku przechwycenia ładunku. 150 metrów od celu zostawiają Anioły, aby te zrobiły ORV i same ruszają dalej. Przy przechwyceniu następuje kontakt, przeciwnik pobity, ale jest 2 RC i dwóch WZW. Wszyscy zostają zastazowani, ale bez pomocy designated medyka RC nie mogą się ruszać. Dowódca może:
a) kazać zanieść rannych do ORV (załóżmy, że wyjściowo Cienie to 12 osób i 2 nosze), mamy więc 8 zdrowych noszących na dwie zmiany 4 rannych. Takie przenosiny trwałyby pół godziny i wymęczyłyby resztę ekipy(a przy rannych najlepiej jest kogoś zostawić), ale i tak mniej niż na 850 metrów
b) kazać przyjść Aniołom ogarnąć rannych. Od pozostawienia Aniołów w ORV minęło niewiele czasu, Anioły miały oko na teren oddzielający je od Cieni. Nie mówiąc o tym, że Anioły mogą w nieznanym sobie terenie nie wiedzieć którędy poszły Cienie, ale i tak słyszały gdzie się strzelano. Nie będą też raczej FF przez straż tylną Aniołów, bo sami będą strażą tylnią


Zalety 850 metrów:
- daleko od terenu walk
- raczej nikt się ich tam nie będzie spodziewał

Zalety 150 - 200 metrów:
- szybkie dotarcie do rannych
- małe ryzyko zgubienia się (słychać strzały, wiadomo, gdzie się udały Cienie)
- Anioły zamiast Cieni strażą tylnią całości
- bieżące informacje na temat sytuacji na tyłach Cieni
- możliwość natychmiastowej reakcji ze strony Cieni na wypadek odkrycia Aniołów
- szybsza ucieczka z miejsca działań

Sens istnienia gniazda rannych ogranicza się do jednego pytania: co robimy z WZW, gdy już posklejamy RC? Bo uratowany WZW wygląda ładnie tylko w statystykach i AAR-ach. Jeśli mamy gniazdo a w nim dwóch WZW, to co z nimi robimy, jeżeli w scenariuszu nie ma nic o ewakuacji medycznej, a do naszej bazy jest 5km? Moim zdaniem - zostawić bo wolę napisać o straconym WZW niż nosić go 5 kilometrów. Smutne, ale prawdziwe.

Re: [TRENING OBOWIĄZKOWY] 2012-07-08 Rembertów

PostWysłany: 09 Lip 2012, 19:30
przez Rachab
Rachab, która szła tamtędy na Operacji "Proryw"


:o

Nawet nie wiem, że była taka operacja...

Nie znam Mokrego Ługu w ogóle, byłam tam 1 raz na treningu i 1 raz na strzelance we wrześniu zeszłego roku i to wcale nie jest moja zaleta, ale jak mi warzywniak zielskiem zarośnie to się w nim zgubię... Anioły wiedzą, że na moją orientację w przestrzeni nie można liczyć, sory, pewnie to jest do poprawienia, ale szału to nigdy nie będzie.

Z tego co wiem, to Sushi też tego terenu praktycznie nie zna. Być może złożenie, że teren jest znany i że nie trzeba nas zbyt dokładnie instruować, gdzie mamy iść ponosi jednak część odpowiedzialności za nasze błądzenie.

Co do odległości pododdziału to warto mieć świadomość, że robimy coś, co w ASG chyba tak naprawdę nigdy nie miało miejsca i tworzymy pewien nowy byt, dla którego nie ma jeszcze gotowych rozwiązań. To bolesne dla Cieni, ale musimy ćwiczyć na żywym organizmie. Raz będziemy za blisko, raz za daleko, raz nas wytłuką a raz okaże się że jesteśmy na froncie zamiast z tyłu. Tak to widzę.

Jako członek pododdziału wsparcia medycznego nie wyobrażam sobie pozostawienia LC czy WZW własnemu losowi i mam w dupie jak to będzie wyglądało w AAR.

Oj, napisałam "w dupie"?

Weźcie pod uwagę, że rana pogarsza się co 15 min, pozostawiony sam sobie RC poleży 30 min, zanim "umrze" i będzie mógł iść do trupiarni. W odpowiednich okolicznościach przyrody w tym czasie dostanie hipotermii, być może nie umrze, ale z czułością towarzyszy broni raczej wspominać nie będzie. Warto się zastanowić, czy ważniejsze jest wykonanie misji, czy całość ekipy. Amerykańskie wojska, które w pewnym stopniu naśladujemy, nigdy nie pozostawiają się w takich sytuacjach. Morale to realna siła, której nie wolno nie docenić. Albo jesteśmy ekipą na dobre i złe albo ...

Podsumowując: istnienie wsparcia medycznego nie przenosi odpowiedzialności za wszelkie działania medyczne na medyków. My mamy Was przywrócić do walki. Jeśli w FT nie będzie odpowiedzialności za buddego to nie będzie kogo przywracać.

Re: [TRENING OBOWIĄZKOWY] 2012-07-08 Rembertów

PostWysłany: 09 Lip 2012, 20:07
przez Bernard
Rachab napisał(a):Nie znam Mokrego Ługu w ogóle, byłam tam 1 raz na treningu i 1 raz na strzelance we wrześniu zeszłego roku i to wcale nie jest moja zaleta, ale jak mi warzywniak zielskiem zarośnie to się w nim zgubię... Anioły wiedzą, że na moją orientację w przestrzeni nie można liczyć, sory, pewnie to jest do poprawienia, ale szału to nigdy nie będzie.
Z tego co wiem, to Sushi też tego terenu praktycznie nie zna. Być może złożenie, że teren jest znany i że nie trzeba nas zbyt dokładnie instruować, gdzie mamy iść ponosi jednak część odpowiedzialności za nasze błądzenie.

Dlatego następnym razem dostaniecie mapy i lepiej żebyście mieli kogoś, kto umie je obsłużyć i posiada kompas...
Rachab napisał(a):Co do odległości pododdziału to warto mieć świadomość, że robimy coś, co w ASG chyba tak naprawdę nigdy nie miało miejsca i tworzymy pewien nowy byt, dla którego nie ma jeszcze gotowych rozwiązań. To bolesne dla Cieni, ale musimy ćwiczyć na żywym organizmie. Raz będziemy za blisko, raz za daleko, raz nas wytłuką a raz okaże się że jesteśmy na froncie zamiast z tyłu. Tak to widzę.

Dobrze, zaczynając jakieś przedsięwzięcie musimy wiedzieć, czego właściwie od Aniołów oczekujemy - według mnie to musi być oddział, który:
- jest lżej uzbrojony i wyekwipowany od Cieni, bo nie musi szturmować w pierwszej linii
- ma zapewnić opiekę medyczną Cieniom, odciążając tym samym medyków w FT i ograniczając ich rolę do life-saverów
- opieka medyczna musi umożliwiać "podniesienie" RC, którzy nie są już na pierwszej linii
- z racji pozostawania w czasie boju na tyłach musi mieć oko na godziny 4-8 Cieni, czyli na tyły i tylnie flanki

Jako członek pododdziału wsparcia medycznego nie wyobrażam sobie pozostawienia LC czy WZW własnemu losowi i mam w dupie jak to będzie wyglądało w AAR.

Powodzenia przy noszeniu WZW do bazy (o ile taka będzie, co jak nie będzie) 5 kilometrów, to na pewno zmieni Twoje zdanie o noszeniu rannych.

Weźcie pod uwagę, że rana pogarsza się co 15 min, pozostawiony sam sobie RC poleży 30 min, zanim "umrze" i będzie mógł iść do trupiarni. W odpowiednich okolicznościach przyrody w tym czasie dostanie hipotermii, być może nie umrze, ale z czułością towarzyszy broni raczej wspominać nie będzie. Warto się zastanowić, czy ważniejsze jest wykonanie misji, czy całość ekipy.

1. Nikogo nie naśladujemy
2. Swoją taktykę dostosowujemy do realiów airsoftu ergo z "reala" ściągamy tylko to, co uznamy za przydatne w airsofcie
3. W takim razie co Rachab zrobiłabyś np. na takim MERIDIANIE, gdybyśmy przy tamtym kontakcie mieli WZW? Gdzie byś ich niosła, jak nie było żadnej "bazy"?
Amerykańskie wojska, które w pewnym stopniu naśladujemy, nigdy nie pozostawiają się w takich sytuacjach. Morale to realna siła, której nie wolno nie docenić. Albo jesteśmy ekipą na dobre i złe albo ..
.
]Podsumowując: istnienie wsparcia medycznego nie przenosi odpowiedzialności za wszelkie działania medyczne na medyków. My mamy Was przywrócić do walki. Jeśli w FT nie będzie odpowiedzialności za buddego to nie będzie kogo przywracać.

4 W kwestii morale jako Cień wolałbym mieć Was bliżej niż dalej. Szybciej w razie RC podnieślibyście mnie z powrotem do walki
W odpowiednich okolicznościach przyrody w tym czasie dostanie hipotermii, być może nie umrze, ale z czułością towarzyszy broni raczej wspominać nie będzie.
Sam sobie winny, jeśli dostanie hipotermii - na zimowych milsimach osoby z RC, WZW i KIA mogą stać, żeby wolniej tracić ciepło.

Re: [TRENING OBOWIĄZKOWY] 2012-07-08 Rembertów

PostWysłany: 09 Lip 2012, 20:11
przez Sushi
Bernard napisał(a):Zalety 850 metrów:
- daleko od terenu walk
- raczej nikt się ich tam nie będzie spodziewał

Zalety 150 - 200 metrów:
- szybkie dotarcie do rannych
- małe ryzyko zgubienia się (słychać strzały, wiadomo, gdzie się udały Cienie)
- Anioły zamiast Cieni strażą tylnią całości
- bieżące informacje na temat sytuacji na tyłach Cieni
- możliwość natychmiastowej reakcji ze strony Cieni na wypadek odkrycia Aniołów
- szybsza ucieczka z miejsca działań

Sens istnienia gniazda rannych ogranicza się do jednego pytania: co robimy z WZW, gdy już posklejamy RC? Bo uratowany WZW wygląda ładnie tylko w statystykach i AAR-ach. Jeśli mamy gniazdo a w nim dwóch WZW, to co z nimi robimy, jeżeli w scenariuszu nie ma nic o ewakuacji medycznej, a do naszej bazy jest 5km? Moim zdaniem - zostawić bo wolę napisać o straconym WZW niż nosić go 5 kilometrów. Smutne, ale prawdziwe.


Tu sie zgodze, zycie to nie jebajka. A zanim udzielimy pomocy WZW i tak moze nam "zejsc" bo w pierwszje kolejnosci pojda RL i RC pod opatrywanko. do przemyslenia.

Z nas wszystkich MK zna tylko Danesz ktory tez mial problemy z okresleniem gdiz jest beton plac.
Nie chodzi mi tu o usprawiedliwianie bo calkowita wine za zgubienie i wszelkie pretensje z tym zwiazane aniolow biore na siebie. Moja wina. Trzeba by tylko wyciagnac z tego wnioski.

Re: [TRENING OBOWIĄZKOWY] 2012-07-08 Rembertów

PostWysłany: 09 Lip 2012, 20:57
przez InseCt
Image

Generalnie cieszę się, że jest dyskusja. Tym bardziej, że był to pierwszy trening z pododdziałem Aniołów w terenie. Więc nie dziwmy się, że powstają pytania i wątpliwości.

Bernard napisał(a):
InseCt napisał(a):Dlatego, uważam, żeby do obowiązkowego wyposażenia munduru i repliki należy dorzucić obowiązek radia.

22.02.12 - http://asgw.pl/ogloszenia-par/js2305-ci ... ml#p156507
Poza tym dążymy do jak najlepszej komunikacji w drużynie, czego efektem jest standaryzacja łączności radiowej,
Wymagania:
- mundur i ogół wyposażenia w kamuflażu multicam i pochodnych
- repliki zasilane z magazynków stanag (m4/m16)
- środki łączności radiowej współdziałające z aparatami NavComm


Super, że to jest gdzieś napisane ;) Czasem ma się tyle w głowie, że się zapomina, żę coś takiego już jest napisane. Uf, to dobrze... :P
Bernard napisał(a):1. Anioły za daleko - 15 minut to czas, kiedy wzw się wykrwawia, myślałem, że Anioły mają się trzymać blisko nas aby uniknąć koniecnzości posiadania medyka w każdym FT, i że będą iść za główną grupą, a nie zostawać kilometr z tyłu.

Tak jak napisał Sushi. Anioły mogą podążać za nami i tak będzie najczęściej, ale także mogą utworzyć nazwijmy to "przenośny szpital", gdzie w razie potrzeby będą wzywani do rannych. Ale faktycznie, daliśmy też ciała, bo o stabilizacji rannego DO przybycia, oprócz Biologa, jakoś się nie pokwapiliśmy. Biolog większość połatał i czekaliśmy na Aniołów.

Bernard napisał(a):2. Słaby kamuflaż (zero zielska na głowie)

Fakt, ale przy dobrym makijażu zielsko nie jest aż tak potrzebne. A że nie było całkowicie dobrego makijażu... Może to też moja wina, że tego nie dopilnowałem, ale uznałem, że generalnie nie jest tak źle. Patrzyłem na sylwetki i nie rzucali się tak bardzo w oczy. Następnym razem wrzucimy na kapelutki pół stodoły, jak będzie więcej czasu.
Bernard napisał(a):3. Po raz kolejny plany nie pokryły się z realiami - na przyszłość trzeba od razu założyć, że te wszystkie kilometry będziemy iść dłużej

Znaczy jak to? Podczas poprzedniego rajdu, chyba 2 lata temu, szło nam tak długo, że nie doszliśmy do mokrego. Teraz było idealnie, pomimo, że ochroniarz uprzykrzał nam szyki.
Bernard napisał(a):4. Trzeba było czekać na Yankee (i Anioły) - tak dalekie zostawanie z tyłu opóźniało grupę. FT Insecta i Anioły powinny być bliżej w czasie wysłania na patrol Zulu i Limy.

Ale zaraz zaraz. Chyba Bernard przez to, że nie słyszałeś co się na radiu dzieje, nie znałeś sytuacji. 2 FT (Zulu i Lima) zostały wysłane na patrol, reszta siedziała i czekała na raporty. No to jak FT HQ miał iść za Wami... Dopiero po osiągnięciu przez Was pozycji, Yankee ruszyło na wsparcie. Na radiu cały czas miałem kontakt z Matim i Kataną, mówili mi wszystko co się dzieje. Dozliśmy do Was i rszyliśmy dalej. Nie widzę tutaj żadnego czekania.
Jeśli czekaniem nazywasz czas, w którym Yankee ma dojść do Zulu/Limy to powiem Ci, że w przyszłości może będziecie zmuszeni czekać nawet i 6 godzin, gdyż tego będzie wymagała np. obserwacja, lub czujka wystrawiona na skrzyżowanie i lookająca kto przejeżdża i przechodzi.

Bernard napisał(a):5. Wyruszyliśmy w teren bez mapy i kompasu w każdym FT - nie muszę przypominać jak to się skończyło

Błędnie założyłem że teren jest wszystkim znany i że wszystko będzie jasne po pokazaniu na GPSie trasy przemarszu podczas spotkania dowódców FT. Uznałem, że FT przekażą trasę przemarszu. Nawet jest piękne zdjęcie by Mati. Od bazy do beton placu było ok 400 metrów. FT leaderzy tutaj powinni zadziałać i wyjaśnić którędy idziemy reszcie operatorów.
Ok, wnioski wyciągnięte.

Bernard napisał(a):6. Snajper w składzie FT jest nieprzydatny - no, może oprócz posiadanej lunety.

Mnie Katana się BARDZO przydał, przekazywał mi bardzo użyteczne informacje - o beton placu - kto co i kiedy, o ruchach przy bunkrze, itp. Docelowo będzie to piskle, tutaj zakładałem opcjęBT snajperski + obstawa BT idziałało to bez zarzutu. Chłopaki się jak najbardziej spisali.

Bernard napisał(a):7. Odstęp między Zulu a Yankee był zbyt duży - skutkowało to ryzykiem FF i utrudniało wzajemne krycie/oflankowanie wroga. Fireteamy po prostu straciły kontakt wzrokowy. Czasem to nic nie szkodzi (jak na Leśniakowiźnie w pierwszym kontakcie z BMP), a czasem jest klops jak tutaj.


Taka jest i będzie idea manewrów "B..", FT mają się nie widzieć i działać samodzielnie. To nie jest "B...." dla dwóch, czy trzech FT. Pamiętacie Białobrzegi i atak na ambonę przy stacji kolejowej? Poprawialiśmy to tak, aby się bardziej rozdzielić. Ten problem także porusza po trochu pkt 4. Fakt, że nie widziałem reszty Zulu, przy przechodzeniu drogi, ale w końcu wiedziałem, gdzie jesteście, mimo, że Was nie widziałem. Na prośbę Katany, który prosił o wsparcie, specjalnie obeszliśmy was łukiem, aby kryć Waszą prawą flankę i zajść kontakt od tyłu. Takie było założenie i tak będziemy działać w przyszłości, jeśli chodzi o manwery przy tym kodzie głosowym. Zabrakło tutaj synchronizacji przy jednoczesnym ataku - a tak to kontakt był osaczony z 2 stron + obserwacja Limy bunkra.

Bernard napisał(a):8. Za mało agresywności w Zulu w trakcie kontaktu z opforem - co prawda opfor był zamaskowany, ale jednak więcej strzelania w kierunku źródła ognia spowodowałoby na pewno błędy po jego stronie.

I tutaj kłania się reakcja na kontakt bliski. Kuźwa no tyle żeśmy to ćwiczyli... Jak nie widać celu to prujemy na swoje sektory ile wlezie! Byłoby nakierowanie celu i yankee by szybciej na doope weszło...
Do przećwiczenia.
Uważam Berni, że nie powinieneś włączać "KILL MODE" jako dowódca FT, tylko bardziej zadbać o informację do HQ i realizację wytycznych, bardzej uważać na swoich, kontrolować ich, wydawać korekty i polecenia na bieżąco siekąc SAW'em z tyłu. Na odprawie było, że w razie kontaktu zrywamy. tutaj tego nie było, było parcie na spust.
Do przećwiczenia.

Bernard napisał(a):9. Pechowe ciągnięcie kart w Zulu- każdy z nas za pierwszym razem wyciągnął: KIA, KIA, WZW i RC

Na to nie mamy wpływu.

Generalnie Twoje uwagi mnie zaskoczyły, na radiu i to, co widziałem, miało zupełnie inny obraz - jak najbardziej pozytywny.

Rachab napisał(a):Podsumowując: istnienie wsparcia medycznego nie przenosi odpowiedzialności za wszelkie działania medyczne na medyków. My mamy Was przywrócić do walki. Jeśli w FT nie będzie odpowiedzialności za buddego to nie będzie kogo przywracać.


Tak, jak Sushi napisał.
Anioły łażą za Cieniami jako wsparcie medyczne, logistyczne i ogniowe w razie niemca - i tak to sobie wyobrażam w większości przypadkach.
Anioły mogą założyć coś w rodzaju patrol evac base i czekać na ranych LUB z niej wyruszyć na typową misję CSAR'owską do zabezpieczonego terenu przez resztę oddziału.
Teraz przećwiczyliśmy wariant CSAR'owski. Bunkier był pod obserwacją. W połowie drogi (beton platz - 400 metrów) czekało Yankee, Lima roztawiona po połudnowej stronie drogi informowała mnie o ruchach przeciwnika. Jednym słowem - zielone światło.

Natomiast co dalej z rannymi. Hehe. I tu jest odwieczny problem na milsimie... RC porusza się dalej z oddziałem i próbuje wykonać misję, WZW jest odsyłany do trupiarni, gdyż większości nie uśmiecha się tachanie rannego poza AO, ponieważ to nic nie daje i opóźnia wykonanie misji. CHYBA, że organizator powie w zasadach, że każdego rannego WZW eskortujemy poza AO (Otwarty zimowy Meridian - szczęście nie mieliśmy rannego), udostępni jakiś medevac (leśniakowizna - helikoptery) lub stworzy system premiujący "posiłkami" odeskortowanie WZW poza AO (Red System - FIA). Rozumiecie?
Dlatego czerwona tak leży i nikt tak naprawdę nie chce się w to bawić i ewakuować WZW, bo nie ma z tego profitu, poza stratą czasu, natachaniem się i niewykonaniem misji.
Jak my postąpimy? Jeśli uciągniemy rannego na noszach na piechote 5 km poza AO kosztem misji to zdobądziemy uznanie. Ale jeśli uznam, że cel misji jest tak blisko i jeszcze ma szansę powodzenia to pozostawię WZW 1 aniołowi a resztę dam do bitki. Po akcji trzeba będzie odeskortować rannego poza AO, lub zadzwonić do orga z zapytaniem, że mamy rannego do ewakuacji i co robimy, przyjeżdżają, czy nie.
To jest kwestia, która gnębi mazowieckie od dawien dawna - nie wiadomo jak się zachować z rannym w powodów wymienionych powyżej.
Image


Co do lokalizacji bazy - moim zdaniem powinna być 100 metrów przed skrzyżowaniem z beton placem. Zawsze to 300 metrów blizej.

Re: [TRENING OBOWIĄZKOWY] 2012-07-08 Rembertów

PostWysłany: 09 Lip 2012, 21:03
przez Tatar
ktoś kiedyś powiedział, że żołnierz ma prawo być dobrze dowodzony..moje refleksje są takie:

1. ODPRAWA- takowa była na samym początku, ale cała ekipa powinna być zapoznana z zadaniem i sposobem jego realizacji m.in. trasą przemarszu i terenem po którym mamy się poruszać..ja osobiście też nie znam MŁ byłem tam pierwszy raz, wcześniejsze zapoznanie z mapą daje już jakieś wyobrażenie o tym co, gdzie się znajduje. Mapy- to co mówił Bernard w zasadzie każdy powinien mieć mapę, a już co najmniej każdy d-ca FT.
2.Kolejna kwestia BRAK HASŁA ODZEWU ALBO JEGO NIEPRZESTRZEGANIE- panowie i panie to jest po to ustalane, żeby w razie wątpliwości nie odstrzelić swojemu koledze z innego FT łba..albo innej części ciała..w niedziele był przypadek że pierwsza osoba z Yankee weszła mi w pewnym momencie pod lufę i na moje hasło nie podała właściwego odzewu..i dobrze, że poznałem, że Wy to Wy, bo gdybym nieopatrznie strzelił, to by się tam zrobiła niezła jadka bo ja z Liskiem pewnie zaczęlibyśmy naparzać do Yankee z wzajemnością..
3. Kwestia porażki Zulu- jak teraz na to patrzę to za mało agresji w naszym działaniu tam było..od razu należało zacząć strzelać w potencjalne miejsca ukrycia, z nadzieją że się przeciwnik ruszy i odsłoni. A poza tym biegać szybciej przy 3sr może by się to inaczej potoczyło, fakt że sam też byłem wycięty przez ten upał i szpagatami nie biegałem..
3. ŁADOWAĆ BATERIE DO RADYJEK - nie ma opcji, żeby iść na akcję bez naładowanych baterii..to jak iść bez naładowanych do pełna magazynków...zgodnie z prawem Murphiego braknie prądu w najmniej odpowiednim momencie..i brakło zdaje się Bernardowi zaraz przed szturmem..to samo tyczy się reszty sprzętu i świadczy o indywidualnym podejściu każdego do tematu.
4. Co do Aniołów - nie znam się na wykorzystaniu takiego pododdziału, osobiście gdybym był dowódcą wolałbym mieć was bliżej, zawsze mogę wtedy reagować na nową sytuację szybciej, co może się przyczynić do ostatecznego wyniku potyczki..w ASG tak mi się wydaję, że mimo wszystko decyduje przewaga liczebna, i to kto wystrzeli więcej kulek w stronę przeciwnika ..

Re: [TRENING OBOWIĄZKOWY] 2012-07-08 Rembertów

PostWysłany: 09 Lip 2012, 21:16
przez InseCt
Z baterią to u mnie też niezłe jaja. Rano full naładowana a w krzaczku padła... Chyba żywotność baterii dobiegła końca... Ale fakt, mogłem wziąć zapasową batkę...
W yankee mieliśmy 3 gości więc miało prawo się to zdarzyć ;)
Co do trasy przemarzu uznałem, że dopóty dopóki będziemy szli w strefie zielonej, nie ma to znaczenia, bo to ćwiczenia rutyny patrolowej. I okazało się, że chłopaki skręciliby w nie tą drogę co trzeba... Trzeba będzie faktycznie omawiać trasę przemarszu tak jak na leśniakowiźnie.
Ale przed wymarszem na patrol 2 FT w strefie żółtej/czerwonej zrobiliśmy sobie odprawę i pokazaliśmy sobie jak i ktorędy iść.
Pomijam fakt, że do tej pory nie wiem jak Lima się znalazła na tyłach przeciwnika - miała być na północy a zaszła od południa bunkra :P

Re: [TRENING OBOWIĄZKOWY] 2012-07-08 Rembertów

PostWysłany: 09 Lip 2012, 21:48
przez Mati
Chciałeś zapytać: w jaki sposób niezauważeni przeszliśmy w 4ech przez DWIE linie wroga?

8)

ED: Nie wywalaj przypadkiem batki od radia! Moja padła w pełni naładowana już o 13:10. Za dużo gadamy;-) albo ciec chciał nas wywalić z poligonu bo testowali "Teslę" albo strzelali z Gausa. i batki kaput :P

Re: [TRENING OBOWIĄZKOWY] 2012-07-08 Rembertów

PostWysłany: 09 Lip 2012, 22:11
przez Rachab
Co do baterii do radyjek to mój spec powiedział, że szybciej się wyczerpują przy dużej wilgotności. Ale w sumie moje wytrzymało do końca, z tym, że zajęłam je z ładowarki tuż przed wyjściem z domu.

A Bernard - gdybyś dostal na Medianie wykonywałabym rozkazy dowódcy. Myślę że warto zastanowić się nad pewną równowagą pomiędzy wykonaniem misji a zachowaniem jak największej ilości żolnierzy przy życiu i zdrowiu. Dlatego optymalnym rozwiązaniem są specjalizacje, wtedy nikt nie oczekuje super empatii od kaemisty (wystarczy jak koledze trokiem od kaleson zatamuje krwotok) ale i nie spodziewa się, że medyk docelowo zakłada utratę ciężko rannych, którzy przeszkadzają w wykonaniu zadania. Takie decyzję podejmuje dowodca.

Re: [TRENING OBOWIĄZKOWY] 2012-07-08 Rembertów

PostWysłany: 09 Lip 2012, 22:18
przez Mati
mój - dogłębny komentarz:

Image

Re: [TRENING OBOWIĄZKOWY] 2012-07-08 Rembertów

PostWysłany: 09 Lip 2012, 22:23
przez Rachab
Cieszę się, że się dobrze bawisz, dziękuję za uwagę, dobranoc.

Re: [TRENING OBOWIĄZKOWY] 2012-07-08 Rembertów

PostWysłany: 09 Lip 2012, 22:56
przez InseCt
MAti, znaczy, TAK!, dokładnie o to pytam ":P

Re: [TRENING OBOWIĄZKOWY] 2012-07-08 Rembertów

PostWysłany: 09 Lip 2012, 23:53
przez Bernard
InseCt napisał(a):
Bernard napisał(a):1. Anioły za daleko - 15 minut to czas, kiedy wzw się wykrwawia, myślałem, że Anioły mają się trzymać blisko nas aby uniknąć koniecnzości posiadania medyka w każdym FT, i że będą iść za główną grupą, a nie zostawać kilometr z tyłu.

Tak jak napisał Sushi. Anioły mogą podążać za nami i tak będzie najczęściej, ale także mogą utworzyć nazwijmy to "przenośny szpital", gdzie w razie potrzeby będą wzywani do rannych. Ale faktycznie, daliśmy też ciała, bo o stabilizacji rannego DO przybycia, oprócz Biologa, jakoś się nie pokwapiliśmy. Biolog większość połatał i czekaliśmy na Aniołów.

Gniazdo rannych w zaprezentowanej formie ma sens, jeżeli ma "obsługiwać" większą ilość osób, które po trafieniu do niego są łatane (RC) lub są wysyłane do bazy (WZW). Tak długo jak obsługuje tylko jedną ekipę, to
Bernard napisał(a):
3. Po raz kolejny plany nie pokryły się z realiami - na przyszłość trzeba od razu założyć, że te wszystkie kilometry będziemy iść dłużej

Znaczy jak to? Podczas poprzedniego rajdu, chyba 2 lata temu, szło nam tak długo, że nie doszliśmy do mokrego. Teraz było idealnie, pomimo, że ochroniarz uprzykrzał nam szyki.
W sumie racja, zgadzam się.
Bernard napisał(a):4. Trzeba było czekać na Yankee (i Anioły) - tak dalekie zostawanie z tyłu opóźniało grupę. FT Insecta i Anioły powinny być bliżej w czasie wysłania na patrol Zulu i Limy.

Ale zaraz zaraz. Chyba Bernard przez to, że nie słyszałeś co się na radiu dzieje, nie znałeś sytuacji. 2 FT (Zulu i Lima) zostały wysłane na patrol, reszta siedziała i czekała na raporty. No to jak FT HQ miał iść za Wami... Dopiero po osiągnięciu przez Was pozycji, Yankee ruszyło na wsparcie. Na radiu cały czas miałem kontakt z Matim i Kataną, mówili mi wszystko co się dzieje. Dozliśmy do Was i rszyliśmy dalej. Nie widzę tutaj żadnego czekania.
Jeśli czekaniem nazywasz czas, w którym Yankee ma dojść do Zulu/Limy to powiem Ci, że w przyszłości może będziecie zmuszeni czekać nawet i 6 godzin, gdyż tego będzie wymagała np. obserwacja, lub czujka wystrawiona na skrzyżowanie i lookająca kto przejeżdża i przechodzi.
Ok, zgadzam się

Bernard napisał(a):6. Snajper w składzie FT jest nieprzydatny - no, może oprócz posiadanej lunety.

Mnie Katana się BARDZO przydał, przekazywał mi bardzo użyteczne informacje - o beton placu - kto co i kiedy, o ruchach przy bunkrze, itp. Docelowo będzie to piskle, tutaj zakładałem opcjęBT snajperski + obstawa BT idziałało to bez zarzutu. Chłopaki się jak najbardziej spisali.
Tak, też widzę potencjał pisklęcia, tak że myślę, że przydałyby się w składzie JS2305 Cienie dwie takie dwójki. Natomiast w składzie FT snajper w ghillie i z repetierem powinien być zastąpiony przez "designated marksmana" z samopowtarzalną snajpą.

Generalnie Twoje uwagi mnie zaskoczyły, na radiu i to, co widziałem, miało zupełnie inny obraz - jak najbardziej pozytywny.
Po prostu staram się wyciągać wszystkie szczegóły-szczególiki, także te będące moją winą, aby się wryły w pamięć i żeby pamiętać o nich przy następnym treningu

Natomiast co dalej z rannymi. Hehe. I tu jest odwieczny problem na milsimie... RC porusza się dalej z oddziałem i próbuje wykonać misję, WZW jest odsyłany do trupiarni, gdyż większości nie uśmiecha się tachanie rannego poza AO, ponieważ to nic nie daje i opóźnia wykonanie misji. CHYBA, że organizator powie w zasadach, że każdego rannego WZW eskortujemy poza AO (Otwarty zimowy Meridian - szczęście nie mieliśmy rannego), udostępni jakiś medevac (leśniakowizna - helikoptery) lub stworzy system premiujący "posiłkami" odeskortowanie WZW poza AO (Red System - FIA). Rozumiecie?
Dlatego czerwona tak leży i nikt tak naprawdę nie chce się w to bawić i ewakuować WZW, bo nie ma z tego profitu, poza stratą czasu, natachaniem się i niewykonaniem misji.
Jak my postąpimy? Jeśli uciągniemy rannego na noszach na piechote 5 km poza AO kosztem misji to zdobądziemy uznanie. Ale jeśli uznam, że cel misji jest tak blisko i jeszcze ma szansę powodzenia to pozostawię WZW 1 aniołowi a resztę dam do bitki. Po akcji trzeba będzie odeskortować rannego poza AO, lub zadzwonić do orga z zapytaniem, że mamy rannego do ewakuacji i co robimy, przyjeżdżają, czy nie.
To jest kwestia, która gnębi mazowieckie od dawien dawna - nie wiadomo jak się zachować z rannym w powodów wymienionych powyżej.
Image[/url]
Co do lokalizacji bazy - moim zdaniem powinna być 100 metrów przed skrzyżowaniem z beton placem. Zawsze to 300 metrów blizej.

Racja, mogłem Wam dać znać, że możecie podejść bliżej
Tatar napisał(a):1. ODPRAWA- takowa była na samym początku, ale cała ekipa powinna być zapoznana z zadaniem i sposobem jego realizacji m.in. trasą przemarszu i terenem po którym mamy się poruszać..ja osobiście też nie znam MŁ byłem tam pierwszy raz, wcześniejsze zapoznanie z mapą daje już jakieś wyobrażenie o tym co, gdzie się znajduje. Mapy- to co mówił Bernard w zasadzie każdy powinien mieć mapę, a już co najmniej każdy d-ca FT.
2.Kolejna kwestia BRAK HASŁA ODZEWU ALBO JEGO NIEPRZESTRZEGANIE- panowie i panie to jest po to ustalane, żeby w razie wątpliwości nie odstrzelić swojemu koledze z innego FT łba..albo innej części ciała..w niedziele był przypadek że pierwsza osoba z Yankee weszła mi w pewnym momencie pod lufę i na moje hasło nie podała właściwego odzewu..i dobrze, że poznałem, że Wy to Wy, bo gdybym nieopatrznie strzelił, to by się tam zrobiła niezła jadka bo ja z Liskiem pewnie zaczęlibyśmy naparzać do Yankee z wzajemnością..
3. Kwestia porażki Zulu- jak teraz na to patrzę to za mało agresji w naszym działaniu tam było..od razu należało zacząć strzelać w potencjalne miejsca ukrycia, z nadzieją że się przeciwnik ruszy i odsłoni. A poza tym biegać szybciej przy 3sr może by się to inaczej potoczyło, fakt że sam też byłem wycięty przez ten upał i szpagatami nie biegałem..
3. ŁADOWAĆ BATERIE DO RADYJEK - nie ma opcji, żeby iść na akcję bez naładowanych baterii..to jak iść bez naładowanych do pełna magazynków...zgodnie z prawem Murphiego braknie prądu w najmniej odpowiednim momencie..i brakło zdaje się Bernardowi zaraz przed szturmem..to samo tyczy się reszty sprzętu i świadczy o indywidualnym podejściu każdego do tematu.
4. Co do Aniołów - nie znam się na wykorzystaniu takiego pododdziału, osobiście gdybym był dowódcą wolałbym mieć was bliżej, zawsze mogę wtedy reagować na nową sytuację szybciej, co może się przyczynić do ostatecznego wyniku potyczki..w ASG tak mi się wydaję, że mimo wszystko decyduje przewaga liczebna, i to kto wystrzeli więcej kulek w stronę przeciwnika ..

ZGADZAM SIĘ Z KAŻDYM SŁOWEM

Re: [TRENING OBOWIĄZKOWY] 2012-07-08 Rembertów

PostWysłany: 10 Lip 2012, 17:13
przez zolnierzvtr
Przyglądam się tej dyskusji od początku i wiele moich przemyśleń zostało już przedstawionych więc krótko:

1. Odnośnie wyjścia pod lufę. To byłem ja :) Wyszedłem wprost na was gdyż 5 m wcześniej przez krzaki zobaczyłem multicam lśniący w słońcu u operatora który leżał z lufą wycelowaną w stronę beton placu. Dodatkowo minutę wcześniej Insect komunikował przez radio, że idziemy i jesteśmy przy mostku na drodze od którego mieliśmy do was jakieś 100m. Byłem przekonany, że nasze pojawienie się nie będzie dla was zaskoczeniem :) Co do odzewu i hasła to nie były one ustalane na odprawie prawda?

2. Chciałbym wyrazić swój podziw dotyczący szybkości i poziomu agresji jaki wykazujecie w walce (epizod z obroną wzgórza) - very nice. Komentarz zdjętego i delikatnie przerażonego snajpera z transzei mówi sam za siebie - "No nie. Musiałem trafić na Cienie..." Ja sam trochę się pogubiłem przy tej akcji i wyrwałem ładnego headshot-a, no ale jak poćwiczę to powinno być lepiej.

3. Kiedy kolejny trening?

Re: [TRENING OBOWIĄZKOWY] 2012-07-08 Rembertów

PostWysłany: 10 Lip 2012, 21:15
przez Katana
Moje przemyslenia:
1. odprawa. Nie 15 a min pol godziny. Duzo ludzie nie wiedzilao co i jak. trasa itd.
2. Nie mozna zakladac, ze teren jest znany. A jak pojedziemy na sima w pizdu to co? trzeba miec mape.
3. Radia. No to sie powtarza ciagle, zawsze i wszedzie. Dlaczego mi nigdy radio nie padlo? Bo laduja cala noc. Moze to ejst rozwiazanie dla reszty. Nie, nie gadalismy an tyle duzo, zeby wygadac baterie przez 3h.
4. to, co zauwazyl Bruce: Insect, przy 4 !! Ft nie mozesz byc dowodca jednego z nich. Twoj FT skladal sie z nowych, i gdyby Bruce nie potrafil czegokolwiek z procedur, bylo by krucho. Musisz sie skupic na dowodzeniu caloscia, to wazna i odpowiedzialan funkcja a nie musztrowac swoj FT.
5. Atak lezel i kwiczal u ZULU. Dalismy dupyh, bezapaleacyjnie. Byl kontakt, a my radosnie zaleglismy i czekalismy na Bog wie co. trzeba to pocwiczyc na treningach. Trzeba to cwiczyc do bolu. Mielismy kaem, moglismy zasypac ich kulkami.
6. Tak, jak mowila Mariola: snajper z 4 taktem w FT to porazka. Przy tym kontakcie kolo bunkra by;lem bezuzyteczny. Wyjalem co prawda jednego kolesia. ale gdyby nas ostrzelali tylko bym sie polozyl na glebie i lezal. Osobny BT snajperski: tak. FT snajperski: NIE!!!! Moze i sie przydalem w obserwacji, ale duzo wiecej bym zdzilal dzialajac autonomicznie.
7. Zostawienie aniolow 1 km od bunkra bylo nieodpowiednie. Przez to wykrwalwily sie 2 osoby. Wsparcie musi byc max 100 m od nas. wtedy cos nam pomoga, wespra ogniem gdy trzeba. ochronia tyłencje. A tak nie skozystalismy nic. i wiecej sie ''pobawia'' gryzac paznokcie 150 m od walki i zastanaiajc sie kiedy na radiu padnie: chirurg, urwalo mi noge!!
8. Bylo troche bałaganu gdzie kto jest podczas kontaktu przy bunkrze. Zulu nie wiedzialo, gdzie Yanki i na odwrot. Tu jakos trzreba to rozwiazac.

Re: [TRENING OBOWIĄZKOWY] 2012-07-08 Rembertów

PostWysłany: 10 Lip 2012, 22:00
przez Sushi
Katana napisał(a):7. Zostawienie aniolow 1 km od bunkra bylo nieodpowiednie. Przez to wykrwalwily sie 2 osoby. Wsparcie musi byc max 100 m od nas. wtedy cos nam pomoga, wespra ogniem gdy trzeba. ochronia tyłencje. A tak nie skozystalismy nic. i wiecej sie ''pobawia'' gryzac paznokcie 150 m od walki i zastanaiajc sie kiedy na radiu padnie: chirurg, urwalo mi noge!!


Do porzygu będe powtarzał, my nei jestesmy od tamowania krwawienia. Od tego jest live saver, ew. kazdy inny w FT.
Nie traktujcie prosże aniołów jako FT złożonego z "medyków" w rozumienia medyka w zwykłym FT.

Anoiły to raczej coś na wzór PJ (z całym szacunkiem dla PJ bo jedynie z uwielbieniem możemy stanowić namiastkę ich naśladownictwa), tyle że PJ nie dają dupy w odnalezieniu drogi (czego do dziś sobie darowac nie mogę)