Ludzie są rożni, jednym nie dogodzisz za nic w świecie, inni będą wdzięczni cokolwiek dla nich zrobisz. Jedni przechwalają aż się dziwię, bo sama nie mam aż takiego mniemania o tej imprezie a inni - no cóż, trochę było mi przykro, kiedy jakiś pan miał pretensje, że siedzieliśmy w wiosce po tym, jak od rana albo od soboty wieczór już przy tym pracowaliśmy, przyjmowaliśmy zapisy, patrolowaliśmy, przeganialiśmy cywili, naganialiśmy graczy na teren, udzielaliśmy pomocy poszkodowanym, nosiliśmy rannych na noszach, woziliśmy do szpitala, etc., etc.
Nie jest jednak istotne, co kto o nas sądzi, tylko co wydarzyło się naprawdę i czy zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy i o czym wiedzieliśmy, że jest do zrobienia.
Na wielki, choć ambiwalentny plus zaliczam intensywne działania BT oddziału Anioły. Nie to, żeby mnie cieszyło, ze coś się komuś stało, ale do tego się w sumie przygotowujemy, że jak się coś stanie, to żeby się odstało jak najszybciej.
Dobrą rzeczą jest tez przyznanie (co zrobił Bernard) do niedociągnięć. Jeszcze nic nikomu nie odpadło, dlatego, że się przyznał do błędu i wbrew pozorom budzi to szacunek, bo "nieomylnym" nikt nie ufa.
Samo nasze stanowisko mogłoby wyglądać trochę porządniej, ale to prawdopodobniej moje babskie czepianie i pewnie żaden facet nie zwrócił na to uwagi.
Dobrze jednak by się zastanowić nad naszym stosunkiem do ludzi, dla których to organizowaliśmy. Powinna nas cechować postawa szacunku i koleżeństwa a nasze decyzje jako orgów (którymi staliśmy się jak dla mnie nieco z zaskoczenia

) powinny być jak żona cezara. Nie liczmy, na posłuch i poważanie, jeśli sobie na to nie zapracujemy.
Medycyna ratunkowa stoi w sprzeczności z procesem selekcji naturalnej.